Trucizny

Zabójcza substancja wciąż w sprzedaży.

Parę lat temu w mediach głośno było o śmierci 20-letniej warszawianki, która zmarła w wyniku przyjmowania dużej ilości dinitrofenolu – nielegalnego, silnego spalacza tłuszczu. Osoba, która sprzedała dziewczynie preparat przez internet, została skazana na 5 lat więzienia. Jednak co z tego, skoro DNP wciąż jest sprzedawany w sieci i bez problemu może go kupić dosłownie każdy.

Wmawianie pacjentom, że zielona herbata lub jakiś wyciąg roślinny sprawi, że zgubią w krótkim czasie bez diety i ćwiczeń kilkadziesiąt kilogramów, jest po prostu nieetyczne. W internecie takich reklam nie brakuje. Często jednak poza odchudzaniem portfela pacjenta i opóźnieniem podjęcia przez niego decyzji o rozsądnym i zdrowym odchudzaniu tego typu preparaty fizycznej krzywdy raczej nikomu nie zrobią. Co innego dinitrofenol, który działa tak „skutecznie”, że może doprowadzić do śmierci. Już sam fakt, że ktoś przyjmuje silny chwastobójczy środek chemiczny, który stosowała m.in. armia amerykańska do niszczenia pastwisk i lasów podczas wojny w Wietnamie, napawa przerażeniem.

Jak działa DNP?

Dinitrofenol jest substancją ingerującą w metabolizm komórek. Pod jego wpływem dochodzi do poważnych zaburzeń w wytwarzaniu energii potrzebnej do prawidłowego funkcjonowania. Jej nadmiar nie może być zużyty w procesach metabolicznych i zostaje przekształcony w energię cieplną, czego wynikiem jest m.in. bardzo wysoka ciepłota ciała (hipertemia), a także bezpośrednie uszkodzenie komórek powodujące często nieodwracalne uszkodzenie wielu narządów, w tym wątroby i nerek. Początkowe objawy to nadmierna potliwość, bóle i skurcze mięśni, uczucie gorąca, przyspieszona czynność serca, uczucie duszności, trudności w oddychaniu – mówi doktor medycyny Piotr Burda, konsultant krajowy w dziedzinie toksykologii klinicznej.

W bardzo poważnych zatruciach wynikających z przedawkowania DNP (a każda ilość może przyczynić się do wystąpienia poważnego zatrucia) dochodzi do niebezpiecznego dla życia podwyższenia ciepłoty ciała – powyżej 40 stopni – zaburzeń świadomości, zaburzeń funkcjonowania wielu układów oraz narządów i w ich następstwie do zgonu.

Śmierć w męczarniach.

20-letnia warszawianka, która przyjmowała DNP, trafiła do szpitala z podobnymi objawami. Niestety, nie udało się jej uratować. Jak informowały wówczas media, dziewczyna wysłała najbliższym dramatyczne SMS-y, w których pisała, że „ledwo oddycha i ma 39,6 stopnie”, „w kółko jej gorąco i brakuje powietrza”, „chyba nie dojedzie do szpitala, padnie gdzieś po drodze”. Mężczyzna, który sprzedawał kobiecie środek stanął przed sądem.

Sprawa została zakończona wydaniem przez sąd pierwszej instancji wyroku skazującego oskarżonego Macieja Ż. na pięć lat pozbawienia wolności i grzywnę w wysokości 10 tys. zł. Sąd drugiej instancji, po rozpatrzeniu apelacji obrońcy oskarżonego, utrzymał w mocy orzeczenie sądu pierwszej instancji.

W uzasadnieniu wyroku czytamy, że oskarżony wyrabiał, a następnie wprowadzał do obrotu DNP, czym sprowadził niebezpieczeństwo dla życia i zdrowia wielu osób zakupujących ten środek, a także, ze „w dniu 17 maja 2013 r. spowodował zgon M.S., który nastąpił na skutek ostrej niewydolności krążeniowo-oddechowej w przebiegu niedokrwienia mięśnia sercowego, wywołanej zaburzeniami rytmu serca, przyspieszeniem czynności serca, drżeniem mięśniowym, wzmożonym napięciem mięśniowym i wzrostem temperatury ciała spowodowanego zażyciem zakupionego od M.Ż. środka odchudzającego”.

Nielegalna sprzedaż.

Handlowanie dinitrofenolem jest oczywiści nielegalne. Zgodnie z danymi wpisanymi do Rejestru Produktów Leczniczych Dopuszczonych do Obrotu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, jak i Wspólnotowym Rejestrem Produktów Leczniczych, zawierającym produkty dopuszczone przez Komisję Europejską w drodze procedury scentralizowanej, dinitrofenol nie wchodzi w skład żadnego z dopuszczonych do obrotu produktów leczniczych, zarówno jako substancja czynna, jak i substancja pomocnicza. Tym samym dinitrofenol nie jest dopuszczony do obrotu w Polsce, co oznacza, że jako produkt leczniczy nie może być przedmiotem legalnej sprzedaży na terenie kraju – potwierdza Wojciech Łuszczyna, rzecznik Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych.

W związki z tym, że DNP nie jest dopuszczony do obrotu jako produkt leczniczy, nic o nim nie wiemy. Nie był badany pod względem jakości, skuteczności i bezpieczeństwa w procesie dopuszczenia do obrotu oraz nie został objęty systemem monitorowania działań niepożądanych produktów leczniczych. URPL nie ma również wiedzy o jego obecności na rynku oraz ewentualnych źródłach pochodzenia.

Handlowanie śmiercią.

Kupno w sieci dinitrofenolu to jednak żaden problem. Na jednym z darmowych serwisów ogłoszeniowych aż roi się od sprzedających ten środek. Handlarze czasami informują, że środek pochodzi z Anglii lub Rosji. Poza cena i zachętą do bezpośredniego kontaktu rzadko piszą o nim coś więcej.

W jednym z ogłoszeń znaleźliśmy jednak następujący opis „Przyśpiesza metabolizm, aż do niewiarygodnych 50% . Dzięki tak niewiarygodnym właściwościom użytkownicy tego środka potrafią nawet zgubić do 6 kg tłuszczu w ciągu 8 dni stosowania” oraz informacje, że po dwóch tygodniach stosowania należy zrobić sobie dwa tygodnie przerwy: „Ten sposób stosowania chroni przed zmianami w wytwarzaniu hormonów tarczycy, których produkcja może być zmniejszona w przypadku długotrwałego stosowania” – czytamy. Na koniec lakoniczne ostrzeżenie: „Środek przeznaczony dla osób odpowiedzialnych”.

Jeden ze sprzedawców informuje, że jako jedyny nie jest oszustem, i odsyła na swoją stronę internetową w całości poświęconą informacjom na temat sprzedaży DNP., „Uczciwy” sprzedawca pisze, ze wielu sprzedających jest nieuczciwych, a ich klienci są narażeni na oszustwo. Przedstawia oczywiście swoją ofertę. Zapewnia również, że po dwóch tygodniach usuwa dane swoich klientów, a stałym odbiorcom zapewnia rabaty. „Ostrzega” także klientów, pisząc: „Zalecana ostrożność przy stosowaniu”, i informuje, że dawkę można zwiększyć dopiero po 3-4 dniach.

Dinitrofenol to kolejny przykład na to, że w sieci panuje totalna wolnoameryka. Sprzedawać można dosłownie wszystko – nawet bardzo niebezpieczne substancje. Nikt tego nie weryfikuje, nie sprawdza, nie karze. Czy musimy usłyszeć o kolejnych przypadkach śmierci, by ktoś wreszcie zrobił z tym porządek?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to top button